Tytuł oryginału: Kings of the Night
Rok wydania oryginału: 1930 („Weird Tales” 1930 November)
Przekład: Janusz Kopka
Rok polskiego (klubowego) wydania: 1986
Miejsce wydania: Olsztyn
Projekt okładki: Wojciech Łapiński[1]
Liczba stron: 40
Oprawa: zeszytowa
Seria: SF #3
Pod numerem pierwszym tej serii ukazały się „Czary Świata Czarownic -1-” Andre Norton, a pod numerem drugim „Czary Świata Czarownic -2-” – oczywiście również autorstwa Andre Norton.
Howard był fenomenem drugiej połowy lat osiemdziesiątych i początku lat dziewięćdziesiątych. Wszyscy go znali, wszyscy go czytali. Sam go czytałem, sam go czytałem z dużą przyjemnością chociaż fantasy to nie moje klimaty. Pamiętam, jak czekając u fryzjera przy Puławskiej, częściowo na stojąco, przeczytałem całą „Godzinę smoka” z wypiekami na twarzy. I mówimy tu o autorze, który zmarł od samobójczego strzału w głowę w roku 1936, mówimy o literaturze wtedy sprzed ponad pół wieku. I nie trąciło nam to jak Burroughs myszką. Taki był głód literatury.
Howard był głównie znany ze swojego cyklu o Conanie. „Królowie nocy” o Conanie nie są. Bohaterem tego opowiadania jest Bran Mak Morn – ostatni król Piktów.
W skład cyklu o Branie Mak Mornie wchodzą[2]:
| Tytuł | Informacje | Pierwsza publikacja |
| Kings of the Night
(pol. Królowie nocy) |
Pierwsze opowiadanie, w którym Bran występuje jako król. Przedstawia go się jako bezpośredniego potomka innej postaci Howarda – Brule’a Włócznika (towarzysza atlantydzkiego króla Kulla). | Weird Tales, listopad 1930 r. |
| The Dark Man
(pol. Ciemny posąg) |
Akcja tego opowiadania osadzona jest stulecia po śmierci Brana, ale pojawia się on tutaj jako posąg/bożek czczony przez ocalałych Piktów. Wierzą oni, że w posągu tym wciąż rezyduje jego dusza. | Weird Tales, grudzień 1931 r. |
| Worms of the Earth
(pol. Zemsta spod ziemi lub Robaki ziemi) |
Ostatnia historia o Branie i zarazem jedyne opowiadanie z całego cyklu przedstawione z punktu widzenia Pikta. | Weird Tales, listopad 1932 r. |
| Men of the Shadows
(pol. Stara rasa lub Ludzie cieni) |
Pierwotnie wiersz umieszczony na początku opowiadania o Branie Mak Mornie z 1926 roku pod tym samym tytułem. Sama historia (w której Bran jest wodzem, a nie królem) była w rzeczywistości pierwszym opowiadaniem o tym bohaterze napisanym przez Howarda. | Powieść Bran Mak Morn, wyd. Dell, 1969 r. |
| Bran Mak Morn
(pol. Bran Mak Morn) |
Ręcznie napisany w latach 1922/1923 scenariusz sztuki „Bran Mak Morn”, opublikowany po raz pierwszy przez Cryptic Publications w 1983 roku. Znany również jako „Bran Mak Morn: A Play” (sztuka teatralna). | Bran Mak Morn: A Play & Others, Cryptic Publications, 1983 r. |
| The Children of the Night
(pol. Dzieci nocy) |
Bran nie pojawia się tu bezpośrednio; opowiadanie rozwija raczej wątek jego kultu, który po raz pierwszy pojawił się w „The Dark Man” i który najwyraźniej przetrwał aż do XX wieku. Wydarzenia z tej historii korespondują z osią czasu i wydarzeniami opisanymi w „Worms of the Earth”. | Weird Tales, kwiecień/maj 1931 r. |
Do opowieści o tym bohaterze zalicza się jeszcze wiersz „A Song of the Race” (Bran Mak Morn, Dell, 1969) oraz dwa fragmenty – niedokończone opowieści: Untitled, “A grey sky arched over the dreary waste. …” i Untitled, “Men have had visions ere now. …”. Ten ostatni fragment uważa się za początek historii o Branie Mak Mornie.[3]
Wróćmy jednak do „Królów nocy”. Twórczości Roberta Ervina Howarda poświęcona jest witryna reh.world Norwega Ståle’a Gismervika (który sam siebie nazywa howardholikiem) i można tam znaleźć pierwsze wydanie tej opowieści z roku 1930[4].
Rzecz dzieje się w starożytnej Brytanii, gdzie nasz bohater musi zmierzyć się z nadciągającym zagrożeniem – rzymskim legionem zmierzającym prosto na jego ziemie. Udało mu się już zjednoczyć różne plemiona – swoich Piktów, Gaelów pod wodzą Cormaca, do tego trochę Brytów z ich rydwanami – ale żeby mieć szanse, rozpaczliwie potrzebuje wsparcia wikingów z Północy. Problem w tym, że po śmierci swojego wodza, Rognara, ci uparci wojownicy stawiają sprawę jasno: nie będą walczyć, o ile nie poprowadzi ich król z ich własnej krwi. Dla Brana to twardy orzech do zgryzienia, bo bez ich toporów jego siły po prostu nie wystarczą.
I tu na scenie w tajemniczych okolicznościach pojawia się Kull, król z dawno minionej epoki. Gość, który twierdzi, że pochodzi z Atlantydy i włada Valusią. Za wszystkim stoi Gonar, piktyjski szaman, który za pomocą starożytnego klejnotu i swoich czarów wyciąga Kulla z przeszłości, by ten pomógł im w bitwie. Wygląd i charyzma Kulla z miejsca budzą potężny respekt – nie tylko u Piktów, ale też u tych dzikich ludzi z Północy. Zgadzają się pójść za nim w bój bez mrugnięcia okiem.
Dla Brana to istny dar z niebios, więc szybko wtajemnicza Kulla w swoje taktyczne plany. Strategia jest taka: ludzie Północy mają utrzymać wąską przełęcz, spowolnić Rzymian i dać czas na przygotowanie potężnej zasadzki. Kull, chociaż to kompletnie nie jego czas i nie jego miejsce, z krwi i kości pozostaje wojownikiem. Zgadza się poprowadzić wikingów, a oni, wpatrzeni w jego potężną sylwetkę, po prostu idą za nim w ogień.
Sama bitwa to krwawa rzeź. Kull i jego nowi podkomendni desperacko trzymają przełęcz przed naporem rzymskiego legionu, kupując cenne minuty, żeby plan Brana mógł zadziałać. Mimo niesamowitego męstwa i nadludzkich zdolności Kulla w walce, wikingowie zostają ostatecznie przytłoczeni i wycięci w pień. Do ostatniego chłopa. Ich poświęcenie nie idzie jednak na marne – pozwala połączonym siłom Piktów, Gaelów i Brytów uderzyć z druzgocącą siłą na uwikłanego już w walkę wroga.
Punkt kulminacyjny to czysty chaos i krew, a wojska Brana zalewają Rzymian ze wszystkich stron. Kull, walcząc jak lew i obrywając raz za razem, zostaje ostatecznie osaczony przez grupę Galów. Wtedy, w jakimś surrealistycznym momencie przy zachodzącym słońcu, za jego plecami ukazuje się mistyczna wizja – przebłyski jego własnej krainy i jego własnych czasów. A potem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, Kull po prostu znika z pola bitwy. Nie zostawia po sobie najmniejszego śladu.
Po wszystkim przychodzi czas na refleksję. Bran Mak Morn trawi to zwycięstwo i jego straszliwą cenę. Wolność jego ludu została ocalona, ale kosztem wielu żyć, w tym wszystkich tych ludzi z Północy, którzy tak dzielnie walczyli pod dowództwem Kulla. Opowiadanie kończy się triumfem podszytym wyraźną nutą melancholii. Bran i Cormac zachodzą w głowę nad tą całą zagadką Kulla – skąd się wziął i jak zniknął – kwestionując granice między rzeczywistością, mitem a samym czasem.
Opowiadanie w pierwszym obiegu w Polsce po raz pierwszy ukazało się w roku 1990 w tłumaczeniu Jarosława Kotarskiego w zbiorze „Tygrysy morza” wydanym przez wydawnictwo Pomorze. Po raz drugi ukazało się w roku 1994 w dziewiątym tomie „Nie publikowanych opowieści” Roberta E. Howarda „Robaki ziemi” wydawnictwa PIK (również w tłumaczeniu Jarosława Kotarskiego), a po raz trzeci w zbiorze „Kull. Banita z Atlantydy” wydawnictwa Rebis w 2014 roku – tutaj w przekładzie Tomasza Nowaka.
Klubówka jest dzisiaj bardzo trudna do zdobycia, na Allegro jej nie ma. Ostatni raz widziałem ją tam w roku 2005. Ale jak ktoś bardzo pragnie ją zobaczyć, to ma taką możliwość – jest w zbiorach Biblioteki Narodowej.
I jak zwykle na koniec – zdjęcia omawianej książki.
Do komentowania po raz kolejny już nie zapraszam, ale jakby ktoś miał ochotę…
[1] Artur Nowakowski, Klubówkowe szaleństwo. Polski trzeci obieg w fantastyce lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku, Instytut Kultury Popularnej, Poznań 2021, s. 263
[2] https://reh.world/characters/bran-mak-morn/
[3] Ibidem
[4] https://reh.world/howardworks/weirdpulps/weird-tales-1930-11/





