Tytuł oryginału: Skyfall (w książce nie podano tytułu oryginału, w ogóle w książce strona redakcyjna jest pusta – nie ma nazwiska tłumacza, roku wydania, nie ma nic)
Rok wydania oryginału: 1976
Rok polskiego (klubowego) wydania: 1989 (encyklopediafantastyki.pl podaje 1987[1], ale polska Wikipedia podaje 1989[2] i ten ostatni rok wydaje mi się zgodny z prawdą)
Liczba stron: 172
Seria: Mistrzowie Fantastyki • 3
Projekt znaku graficznego serii: Dariusz Chojnacki
Tak, jak już wspomniałem – strona redakcyjna jest całkowicie pusta i to też jeden z powodów, że ta seria wydaje mi się mocno podejrzana.
Tak o książce pisze czytelnik na stronie lubimyczytac.pl: Wydanie robione w latach 80/90 poprzedniego stulecia. Składane w edytorze TAG z okładką z drukarki igłowej – można było to kupić w Warszawie pod Smykiem od konika 🙂 Brak jakichkolwiek stopek redakcyjnych – po prostu n-ty obieg 🙂 [3]. Zacytowałem tę wypowiedź, bo może właśnie od mnie czytelnik kupił swój egzemplarz – bo sprzedawałem w latach dziewięćdziesiątych pod Smykiem klubówki.
Książka w chwili obecnej jest łatwo dostępna – ceny na Allegro zaczynają się od 22,24 zł.
O czym jest ta powieść?
Jest to klasyczny przykład literatury science fiction z podgatunku techno-thrillera, w którym wizja przyszłości splata się z dramaturgią kina katastroficznego. Fabuła książki koncentruje się wokół jednego z najbardziej ambitnych przedsięwzięć w historii ludzkości, jakim jest budowa gigantycznej stacji orbitalnej mającej rozwiązać globalny kryzys energetyczny. Harrison, znany ze swojego pragmatycznego podejścia do technologii i niechęci do biurokracji, kreśli w swojej powieści scenariusz, w którym szczytowe osiągnięcie inżynierii staje się śmiertelnym zagrożeniem dla milionów ludzi, a polityczne ambicje zderzają się z brutalnymi prawami fizyki.
Akcja powieści osadzona jest w realiach, które można określić mianem alternatywnej, choć bliskiej rzeczywistości, gdzie dwa supermocarstwa – Stany Zjednoczone i Związek Radziecki – decydują się na bezprecedensową współpracę. W obliczu wyczerpujących się zasobów paliw kopalnych, Waszyngton i Moskwa łączą siły, aby wynieść na orbitę „Prometeusza”. Jest to kolosalny satelita ważący dwa tysiące ton, zaprojektowany do przechwytywania energii słonecznej i przesyłania jej na Ziemię za pomocą mikrofal. Projekt ten ma być symbolem nowej ery pokoju i dostatku, swoistym technologicznym zbawieniem dla cywilizacji głodnej energii. Jednakże od samego początku nad przedsięwzięciem wisi fatum pośpiechu, cięć budżetowych i politycznych kompromisów, które w inżynierii kosmicznej są przepisem na katastrofę.
Dramat rozpoczyna się w momencie, gdy ostatni etap wynoszenia stacji na orbitę kończy się awarią. Potężna rakieta nośna, będąca szczytowym osiągnięciem techniki, zawodzi w kluczowym momencie. W rezultacie „Prometeusz”, zamiast znaleźć się na stabilnej orbicie geostacjonarnej, zostaje uwięziony na niskiej orbicie, która z każdą chwilą ulega degradacji. Na pokładzie statku znajduje się sześcioosobowa załoga, złożona z amerykańskich astronautów i radzieckich kosmonautów. To, co miało być triumfem nauki, zamienia się w desperacką walkę o przetrwanie w metalowej puszce, która powoli, lecz nieuchronnie, zaczyna opadać w kierunku gęstych warstw atmosfery.
Harrison mistrzowsko buduje napięcie, operując na dwóch płaszczyznach narracyjnych. Pierwszą z nich jest klaustrofobiczne wnętrze statku, gdzie załoga musi zmierzyć się nie tylko z awariami systemów podtrzymywania życia, rosnącą temperaturą i brakiem tlenu, ale także z własnym strachem i psychologicznym wycieńczeniem. Autor z dużą dbałością o detale techniczne opisuje kolejne próby naprawy uszkodzeń, nadając powieści charakter „hard science fiction”, gdzie rozwiązanie problemu wymaga wiedzy inżynieryjnej, a nie magicznych sztuczek. Relacje między członkami załogi, początkowo naznaczone nieufnością wynikającą z zimnowojennych podziałów, ewoluują w obliczu wspólnego zagrożenia, pokazując, że w kosmosie narodowość traci na znaczeniu wobec bezwzględnej próżni.
Druga płaszczyzna rozgrywa się na Ziemi, w centrach kontroli lotów i gabinetach polityków. To tutaj Harrison najmocniej eksponuje swoje krytyczne spojrzenie na władzę. Podczas gdy inżynierowie i naukowcy dwoją się i troją, by znaleźć sposób na uratowanie załogi i bezpieczne sprowadzenie lub zniszczenie stacji, politycy kalkulują zyski i straty wizerunkowe. Biurokratyczna inercja, próby zatuszowania skali zagrożenia oraz spory o to, kto ponosi odpowiedzialność za awarię, utrudniają akcję ratunkową. Autor bezlitośnie obnaża cynizm decydentów, dla których życie astronautów i bezpieczeństwo ludności cywilnej są często drugorzędne wobec słupków poparcia i międzynarodowego prestiżu.
Najbardziej przerażającym aspektem powieści jest jednak skala potencjalnego zniszczenia. „Prometeusz” nie jest zwykłym statkiem; to masywna konstrukcja wypełniona materiałami radioaktywnymi (niezbędnymi do rozruchu systemów). Jego niekontrolowane wejście w atmosferę i uderzenie w powierzchnię planety wyzwoliłoby energię kinetyczną porównywalną z wybuchem bomby atomowej. Harrison roztacza wizję apokalipsy, w której spadający satelita może zmieść z powierzchni ziemi całe miasto, co czyni z problemu technicznego zagrożenie o skali globalnej. Książka staje się więc przestrogą przed technologiczną pychą – tytułowy Prometeusz, który miał przynieść ludziom ogień (energię), grozi spaleniem świata. „Skyfall” to zatem trzymająca w napięciu opowieść o heroizmie jednostek w starciu z machiną biurokracji i nieubłaganymi prawami natury.
Książka mi się podobała, trzyma w napięciu, zacząłem ją czytać jakoś wieczorem i przeczytałem za jednym zamachem. W ogóle Harrison był w tamtym okresie jednym z moich ulubionych pisarzy sf.
I jak zwykle na koniec kilka zdjęć omawianej książki.
[1] https://www.encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=Upadek_z_nieba
[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Harry_Harrison
[3] https://lubimyczytac.pl/ksiazka/265998/upadek-z-nieba






