Archiwum dla miesiąca styczeń, 2026

sty 31

Brian W. Aldiss „Mroczne lata świetlne”

5/5 - (1 vote)

Brian W. Aldiss Mroczne lata świetlne – okładka

Tytuł oryginału: The Dark Light Years

Rok wydania oryginału: 1964

Przekład: nieznany

Rok polskiego (klubowego) wydania: 1987

Druk: ORP 14/87

Nakład: 100 egzemplarzy (tak napisano na stronie redakcyjnej, ale, oczywiście, wiecie, że to nic nie znaczy)

W tej chwili książka jest dość łatwo dostępna – w antykwariacie Tezeusz kosztuje 32,68 zł.

Liczba stron: 152

Seria: Klasycy współczesnej SF # 38

Tę książkę przeczytałem siedząc na spakowanych kartonach podczas przeprowadzki. Przeprowadzaliśmy się z Mokotowa na Tarchomin, wróciłem ze szkoły i czekałem na rodziców, żeby to wszystko zacząć rozpakowywać – najpierw trzeba było z nimi ustawić meble.

Do samej książki nie za bardzo miałem wtedy przekonanie, Aldissa nie znałem, byłem jeszcze przed lekturą „Non stop” i „Cieplarni” – sięgnąłem po nią wtedy, bo była pierwsza, do której się dokopałem. I trzy godziny strzeliły, jak z bicza strzelił. Nie żebym uważał ją za jakieś arcydzieło (drugi raz już do niej nie wróciłem), ale czytało ją się bardzo dobrze.

Przeglądając teraz różne recenzję widzę, że nie cieszy się ona poważaniem czytelników.

Na Science Fiction and Other Suspect Ruminations tak o niej piszą:[1]

Świeżo po lekturze znakomitej powieści Briana Aldissa Non-Stop z entuzjazmem sięgnąłem po sfatygowany egzemplarz The Dark Light Years, znaleziony w lokalnej księgarni. Byłem bardzo rozczarowany. The Dark Light Years to książka chaotyczna, mętna i tylko sporadycznie skłaniająca do refleksji. Tym bardziej frustrujące jest to, że sam pomysł wyjściowy jest całkiem obiecujący. Spróbuję dzielnie wyłuskać nieliczne oświecające i znaczące frazy, motywy oraz idee obecne w tym małym, prowizorycznym szkielecie książki. Liczne braki koncentracji i niedostatki realizacyjne sprawiają jednak, że zadanie to jest wyjątkowo trudne — być może wręcz zbyt trudne.

Streszczenie fabuły

Utody to wielogłowe, wielokończynowe, hipopotamopodobne istoty, taplające się w błocie i zmieniające płeć. Żyją wraz ze swoimi jaszczuropodobnymi pasożytami w wielkich stawach wypełnionych błotem i odchodami, w których tarzają się i filozofują. Podróżują między planetami w statkach kosmicznych przypominających strąki nasienne, wypełnionych własnymi nieczystościami. Nie odczuwają bólu, są pacyfistami i są szczęśliwi.

Pewna grupa ludzi napotyka kilku Utodów oraz ich statek-strąk. Część Utodów próbuje nawiązać kontakt z ludźmi, lecz zostaje impulsywnie i z zimną krwią wymordowana. Dwóch schwytano żywcem, a resztę poddano sekcji…

Ludzie tej przyszłej epoki żyją w ultrahigienicznych warunkach, jedząc syntetyczną żywność i pijąc bezalkoholowe napoje. Tylko nieliczni uparci tradycjonaliści wciąż gotują mięso…

Czytelnik śledzi próby grupy naukowców, którzy chcą porozumieć się z Utodami. Aldiss serwuje czytelnikowi kilka niedopieczonych teorii lingwistycznych… Znacznie bardziej interesuje go jednak wprowadzanie drugoplanowych, właściwie nieistotnych postaci, by zapełnić limit stron i unikać jakichkolwiek ciekawych prób rzeczywistej interakcji między ludźmi a obcymi.

Całkowita niezdolność ludzi do komunikacji z obcymi (którzy sami wybrali brak komunikacji) wprowadza jednak główny temat utworu: ludzie są tak zniesmaczeni brudem Utodów, że zostają zmuszeni do ponownego przemyślenia znaczenia i kryteriów takich pojęć jak świadomość, inteligencja, cywilizacja, postęp – nie tylko w odniesieniu do obcych, lecz także do samych siebie. Czy nasze rozumienie cywilizacji całkowicie wyklucza wszystkie inne formy, jakie mogłaby ona przybrać?

Utody (rozpływające się w rozkoszy w swoich kałowych stawach) działają jak soczewka, przez którą można spojrzeć na ludzkość… To właśnie tutaj przebłyskuje talent Aldissa. Czy podróże kosmiczne są zachowaniem instynktownym? Czy stanowią miarę inteligencji? Jakie są konsekwencje spotkania gatunku posiadającego większą inteligencję niż człowiek, a jednocześnie tak skrajnie mu przeciwnego?

A potem pojawia się zupełnie zbędna ilość losowych, chaotycznych wątków pobocznych.

Uwagi końcowe

Mimo że bardzo chciałem polubić tę książkę, moje początkowe zainteresowanie mniej więcej po dwóch trzecich lektury przerodziło się w gwałtowną niechęć. Przy zaledwie 128 stronach można by oczekiwać zwartej fabuły, ciekawego centralnego pomysłu oraz kilku słabo rozwiniętych bohaterów, którzy spełniają swoje funkcje w sposób co najwyżej przeciętny…

Zamiast tego w narracji pojawia się i znika mnóstwo postaci. Niektóre znikają całkowicie. Skrajnie drugoplanowe postacie nagle stają się istotne, po czym znów całkowicie przepadają. Następnie wprowadza się niedbale skleconą historię w tle, gdy taka marginalna postać nagle okazuje się osią całej fabuły… Rezultatem jest frustrująca breja wymiennych, bezosobowych figur. W dłuższej powieści byłoby to do zniesienia, ale w książce liczącej tylko 128 stron?

Kolejnym uporczywym problemem jest metoda prezentowania wydarzeń przez Aldissa – znaczna część zdarzeń rzadko bywa opisywana w momencie, gdy się dzieje. Zamiast tego są one streszczane później. Ten pasywny sposób narracji czyni fabułę mniej angażującą. Oznacza to również, że Aldiss unika opisywania, w jaki sposób bohaterowie się zmieniają i co te zmiany powoduje, ograniczając się do prostego stwierdzenia, że po prostu się zmienili.

Szerokie tematy poruszane w książce są jedyną jej cechą odkupieńczą, ponieważ sami obcy, postacie ludzkie itd. są kiczowaci i niewiarygodni. Co się dzieje, gdy człowiek spotyka obcego tak obcego, że nie da się nawet ocenić jego świadomości? Twórczość science fiction Stanisława Lema bada ten problem dogłębnie, z przenikliwą filozoficzną wnikliwością. Aldiss natomiast opiera się całkowicie na frustrującej dychotomii między swoimi obcymi a człowiekiem. Subtelność nie znajduje się w słowniku Aldissa.

Porównywanie Aldissa do Lema jest niesprawiedliwe, bo Lem jest geniuszem. Jednak wady The Dark Light Years nie leżą w samych ideach, lecz w ich realizacji. Słaba próba stworzenia opowieści ramowej, braki w podstawowej ekspozycji (opieranie się na pasywnej narracji) oraz przytłaczająca chęć uczynienia z każdej postaci jedynie epizodu rozmywają wszystkie centralne tematy Aldissa. Wszystkie elementy wielkiej, klasycznej powieści SF są tutaj obecne – zamiast tego otrzymujemy dość lichy szkielet… i niedojrzałe myśli…

Szkoda, bo zakończenie jest zaskakująco dobre.

Prawie warte poszukiwań…

W kolejnej recenzji, Admiral.ironbombs tak o niej pisze:[2]

Miałem dotąd sporo szczęścia do książek Briana Aldissa, które czytałem – Non-Stop stało się jedną z moich ulubionych powieści z lat pięćdziesiątych, a Greybeard okazało się imponującą pastoralną wizją apokalipsy, zapowiadającą i poprzedzającą Children of Men. Po tak pozytywnych doświadczeniach z tymi dwiema książkami liczyłem, że uda mi się odkryć kolejne znakomite powieści Aldissa, i sięgnąłem po kilka innych jego utworów z tego samego okresu. The Dark Light Years to niewielka objętościowo książka z czasów Greybeard, której opis na tylnej okładce obiecywał lekturę opartą na oryginalnym i interesującym pomyśle. Ku mojemu rozczarowaniu kilku blogerów, których opinie cenię, wystawiło jej raczej letnie recenzje, ale mimo to nie dałem się zniechęcić.

Ludzkość, rozszerzając swoją obecność na kolejne galaktyki, zetknęła się z wieloma gatunkami form życia półrozumnych, lecz nigdy wcześniej nie odkryła innej inteligentnej rasy. Zmieniło się to, gdy grupa odkrywców natrafiła na Utodów. Te wielkości hipopotama, dwugłowe ssaki, taplające się w błocie i własnych nieczystościach, przemierzające kosmos w drewnianych statkach, są łagodnymi istotami, które nie odczuwają bólu, potrafią zmieniać płeć i porozumiewają się za pomocą złożonej sekwencji gwizdów i pohukiwań wydobywających się z ośmiu otworów ciała. Nie trzeba dodawać, że instynktowną reakcją ludzkości przy pierwszym kontakcie jest zastrzelenie wszystkich poza dwoma osobnikami. Schwytane i przewiezione do londyńskiego Exozoo, stają się obiektem prób komunikacji podejmowanych przez najbystrzejsze ludzkie umysły – prób, które kończą się fiaskiem, gdy Utody nie przechodzą żadnego z opracowanych przez człowieka testów inteligencji. Tymczasem sami Utodowie odmawiają kontaktu z dziwną rasą dwunożnych istot, których drugi otwór ciała ukryty jest pod ubraniem i które odrzucają świętość tarzania się w gnoju na rzecz obsesyjnej czystości. Ostatecznie los jednego z ludzi prowadzi go do życia wśród Utodów i nauki ich obyczajów.

Powieść Aldissa jest wyraźną opowieścią o problemach pierwszego konfliktu i błędach wynikających z antropocentrycznych założeń ludzkości dotyczących natury inteligencji. Utodowie są rasą złożoną i wysoko rozwiniętą, co czytelnik widzi w rozdziałach przedstawionych z ich punktu widzenia. Jednak dystans kulturowy między rasami oraz założenia co do tego, co czyni formę życia inteligentną i cywilizowaną, sprawiają, że ludzie nie są w stanie postrzegać Utodów jako czegokolwiek więcej niż obcych świń, wypuszczonych do tarzania się w brudzie przez jakiegoś niewidzialnego właściciela – prawdziwą inteligencję przypisując jedynie twórcom statku kosmicznego. Jeden z ludzkich przywódców oznajmia pojmanym Utodom, że „cywilizację mierzy się odległością, jaką człowiek stworzył między sobą a własnymi odchodami”. Dla Utodów, u których ekskrementy są oznaką płodności, to właśnie czystość jest grzechem. Ludzcy naukowcy zostają więc postawieni wobec obciążonego filozoficznie pytania: czy podróże kosmiczne są zachowaniem instynktownym, jak ptasie migracje na zimę, czy też miarą inteligencji?

Historia ta jest czymś więcej niż przeciągniętym żartem fekalnym i w rzeczywistości stanowi zręczną satyrę na podstawowe założenia zachodniej cywilizacji dotyczące „ras niższych”. Fakt, że powieść wyszła spod pióra brytyjskiego autora, nadaje jej dodatkowego ciężaru, przywodząc na myśl silny kontekst postkolonialny. Co więcej, była to satyra bardzo na czasie – książka powstała w okresie, gdy europejskie potęgi próbowały wycofać się z afrykańskich kolonii lub utrzymać nad nimi kontrolę. W pewnym momencie ludzcy naukowcy próbują podejść do Utodów nie jak do zwierząt, lecz jak do Afrykanów. (Nie chodzi tu wyłącznie o Wielką Brytanię – powieść przywołuje również los rdzennych Amerykanów jako przykład imperializmu i kulturowego podporządkowania). Jako krytyka ludzkiej arogancji i kulturowo uwarunkowanych oczekiwań The Dark Light Years jest znakomitym pomysłem, a Aldiss zdaje się czerpać z niego sporą przyjemność, co widać w sporadycznych dygresjach.

Sama realizacja wypada jednak gorzej. Aldiss pisze z wyraźnym przymrużeniem oka, co uznałem za nieco rozpraszające, i konstruuje ludzkie postacie w taki sposób, że są one całkowicie ślepe na możliwość istnienia inteligencji u obcych. Fabuła przeskakuje pomiędzy wieloma pomniejszymi bohaterami o znikomym znaczeniu, którzy pozostają bezbarwni – jedna bardzo słabo rozwinięta, a jednocześnie istotna postać pojawia się dopiero w ostatnich rozdziałach. Utodowie są na tyle dziwaczni, że wymykają się logice i zasadom higieny, a traktowanie ich jako czegoś więcej niż czysto fikcyjnego konstruktu wymaga sporego zawieszenia niewiary. Krótko mówiąc, powieść jest wyraźnie ustawiona pod tezę, przechylona bardziej w stronę społecznej satyry na ludzkie niedostatki niż w kierunku wiarygodnej opowieści. Jest to jednak komentarz społeczny wykonany na tyle sprawnie, że staje się on jej główną zaletą – to rodzaj satyry, w której hiperbola czyni przekaz jeszcze bardziej dotkliwym.

The Dark Light Years opiera się na znakomitym pomyśle satyrycznym – realizacja zawodzi, choć zwłaszcza zakończenie wypada bardzo dobrze. To mroczna i cyniczna powieść, podejmująca jedne z najgorszych przywar ludzkości: płynną skalę oczekiwań wobec tego, co uznaje się za cywilizowane i inteligentne, oraz wykluczanie ras, które nie spełniają tych samodzielnie ustalonych kryteriów. Utodowie są dziwacznym konstruktem, lecz sposób, w jaki traktują ich ludzie, podąża dokładnie tą samą ścieżką, jaką XIX-wieczni imperialiści stosowali wobec innych „niecywilizowanych” kultur. Zamiast etnocentryzmu mamy tu antropocentryzm. Jako opowieść nie jest to najlepsza książka Aldissa, jaką czytałem, i poza znakomitym zakończeniem nie do końca dorasta do własnego pomysłu, ograniczana przez płaskie, słabo rozwinięte postacie. Inni autorzy SF z większym powodzeniem eksplorowali ten sam temat – na myśl przychodzi Solaris Lema. Niemniej jednak idea stojąca za tą powieścią jest dojrzała i poruszająca, będąc jednocześnie miażdżącym oskarżeniem i zabawną czarną komedią. Umiarkowanie polecana ogólnym czytelnikom science fiction, a znacznie bardziej tym, którzy podzielają podobny cynizm lub mają upodobanie do ponurych satyr.

I jak zwykle na koniec – zdjęcia omawianej książki.

Brian W. Aldiss Mroczne lata świetlne – strona tytułowa

Brian W. Aldiss Mroczne lata świetlne – pierwsza strona

Brian W. Aldiss Mroczne lata świetlne – strona redakcyjna

Brian W. Aldiss Mroczne lata świetlne – pierwsza strona opowieści

Brian W. Aldiss Mroczne lata świetlne – ostatnia strona opowieści

Mroczne lata świetlne – grzbiet

Brian W. Aldiss Mroczne lata świetlne – czwarta strona okładki

Klasycy współczesnej SF to była świetna seria. Jeśli chcecie się podzielić swoimi uwagami – piszcie.


[1] https://sciencefictionruminations.com/2011/01/07/book-review-the-dark-light-years-brian-aldiss-1964/

[2] https://yellowedandcreased.wordpress.com/2015/05/05/the-dark-light-years-brian-aldiss/

0
comments

sty 16

Philip K. Dick „Wojna z Fnoolami”

5/5 - (1 vote)
Philip Dick "Wojna z Fnoolami" - okładka

Philip Dick „Wojna z Fnoolami” – okładka

Tytuł oryginału: The War with tht Fnools

Rok wydania oryginału: 1954/1964

Przekład: nieznany

Rok polskiego (klubowego) wydania: 1984[1]

Liczba stron: 20

Seria: XYX – 5

Piszę o tej klubówce teraz, bo właśnie ją kupiłem. Cena nie była specjalnie niska, jak na dwudziestostronnicowy zeszyt – zapłaciłem 76,40 zł. Wcześniej jakoś zeszytami się zupełnie nie interesowałem – nie traktowałem ich jak prawdziwe klubówki. I nadal nie mam do nich przekonania.

Ale seria XYX jest szacowna, wyszło w niej 16 (lub 15 – bo do jednego tytułu nie dotarłem) zeszytów:

  1. Allan Nourse „Przez słoneczną stronę’
  2. Philip K. Dick „Elektryczna mrówka”
  3. Cherry Wilder „Sprzedawcy światła i ciemności”
  4. Harlan Ellison „Po tamtej stronie”
  5. Philip K. Dick „Wojna z Fnoolami”
  6.  RayBradbury „Sen w gorączce”
  7. Philip K. Dick „Uzurpator”
  8. Arthur C. Clarke „Gwiazda”
  9. Sydney van Scyoc „Pieśń śmierci”
  10. antologia „Sfallus”
  11. Robert Silverberg „Basileus”
  12. Shin’ichi Hoshi „Era gadgetów”
  13. Ron Goulart „Projekt Koziorożec”
  14. Jack Finney „Strach”
  15. Jack Finney „Osoby zaginione”

Zeszyt zawiera dwa opowiadania: Ojciec – nie ojciec („The Father – Thing”) i właśnie Wojna z Fnoolami („The War with tht Fnools”).

W opowiadaniu „Ojciec – nie ojciec” młody chłopiec o imieniu Charlie odkrywa, że mężczyzna, którego uważał za swojego ojca, w rzeczywistości nim nie jest. Człowiek, który wraca z pracy, całuje jego matkę, siada do kolacji i opowiada o swoim dniu, może wyglądać jak prawdziwy pan Walton, lecz Charlie wie lepiej. Tylko on zna prawdziwą i przerażającą tajemnicę – jego prawdziwy ojciec został zabity, a istota podszywająca się pod niego jest w rzeczywistości kosmitą, który przejął jego ciało i zagarnął jego życie. To już nie jest ojciec Charliego; to rzecz.

Opowiadanie opiera się na znanym motywie, szczególnie popularnym w latach pięćdziesiątych XX wieku, który do dziś budzi zainteresowanie. Wyraża on lęk przed tym, że ludzie nie są tacy, jakimi wydają się na pierwszy rzut oka. Idea polega na tym, że pod fasadą podmiejskiej normalności może czaić się coś złowrogiego. W tym przypadku opowiadanie Dicka ma jednak bardziej osobisty charakter niż większość tekstów wykorzystujących ten motyw.

Historia ta nie koncentruje się na inwazji całej społeczności, lecz na przejęciu jednej konkretnej rodziny. Obce przejęcie władzy pełni tu funkcję metafory wyobcowania. Postać „ojca – nie ojca” symbolizuje pozornie niepojęte motywy, które mogą podważyć i zniszczyć domowe relacje oraz stabilność rodziny. Opowiadanie Dicka jest więc zarówno mrożącą krew w żyłach historią science fiction, jak i emocjonalnie poruszającym tekstem o dziecku próbującym pogodzić się z chaosem we własnej rodzinie. To, dokąd Charlie zwraca się o pomoc, gdy zostaje wykluczony z własnego domu, jest dość zaskakujące i wiele mówi o poglądach Dicka na temat wspólnoty i wygnania.[2]

Z kolei „Wojna z Fnoolami” to komedia. Fnoolowie są najeźdźcami, którzy wyglądają jak dwustopowe istoty ludzkie. Przybierają role mechaników Volkswagena, artystów cyrkowych z egzotycznych grup etnicznych i podobnych postaci, nie zdając sobie sprawy z tego, że wyróżniają się niezwykle niskim wzrostem. Następnie jeden z Fnoolów odkrywa, że jeśli którykolwiek z nich podejmie czynność związaną z „występkiem” – początkowo paleniem tytoniu, a później, niezależnie, spożywaniem alkoholu – wszyscy Fnoolowie zyskują dwa stopy wzrostu. Wówczas stają się nieodróżnialni od ludzi, choć tylko tymczasowo, aż do momentu, gdy któryś z nich podejmie aktywność seksualną, po czym wszyscy stają się nieludzko wysocy.

Dick tak mówił o tym opowiadaniu: Cóż, po raz kolejny zostajemy najechani. I to w sposób upokarzający – przez formę życia, która jest absurdalna. Mój kolega Tim Powers powiedział kiedyś, że Marsjanie mogliby nas najechać, po prostu zakładając śmieszne kapelusze, a my nigdy byśmy tego nie zauważyli. To rodzaj inwazji niskobudżetowej. Sądzę, że doszliśmy do momentu, w którym możemy się bawić samą ideą inwazji na Ziemię. (I właśnie wtedy naprawdę cię rażą).[3]

Oczywiście, opowiadania z „książki” znam od dawna, ale przeczytałem je w innych wydaniach (The Father – Thing ostatnio czytałem 13 marca 2018).

Opowiadanie „Ojciec – nie ojciec” po polsku ukazało się w drugim tomie opowiadań zebranych Dicka wydanych przez Prószyńskiego pod tytułem „Niby-ojciec”. Z tego wydania można dowiedzieć się, że Dick napisał to opowiadanie w roku 1953 (przesłał do agenta 21 lipca 1953 roku), a opublikowane zostało w roku 1954 w grudniowym numerze „Fantasy & Science Fiction”.[4]

Z kolei, opowiadanie „Wojna z Fnoolami” ukazało się w tomie piątym opowiadań zebranych. Pochodzi z roku 1964 – ukazało się w wiosennym numerze „Galactic Outpost”.[5]

Taka ciekawostka – te dwa opowiadania miały swoje adaptacje – jedno filmowe, drugie radiowe.

W 2017 roku Michael Dinner zaadaptował pierwszą historię jako odcinek (siódmy) serialu Philip K. Dick’s Electric Dreams z Gregiem Kinnearem w roli Ojca – nie Ojca.[6]

Z kolei „Wojnę z Fnoolami” wykorzystał Teatr Polskiego Radia do stworzenia świetnego słuchowiska z Piotrem Fronczewskim w roli głównej.[4]

A poniżej zdjęcia omawianego zeszytu.

Philip Dick "Wojna z Fnoolami" - strona druga

Philip Dick „Wojna z Fnoolami” – strona druga

Philip Dick "Wojna z Fnoolami" - strona jedenasta

Philip Dick „Wojna z Fnoolami” – strona jedenasta

Philip Dick "Wojna z Fnoolami" - strona dziewiętnasta

Philip Dick „Wojna z Fnoolami” – strona dziewiętnasta

Philip Dick "Wojna z Fnoolami" - ostatnia strona

Philip Dick „Wojna z Fnoolami” – ostatnia strona

Jeśli wiecie coś o zeszytach dziewiątym lub czternastym – piszcie.


[1] https://encyklopediafantastyki.pl/index.php?title=Wojna_z_Fnoolami

[2] https://www.goodreads.com/book/show/20654550-the-father-thing

[3] Philip K. Dick, Oko Sybilli, Prószyński i S-ka, Warszawa 2000, s. 398

[4] Philip K. Dick, Czysta gra, Prószyński i S-ka, Warszawa 1999, s. 478

[5] Philip K. Dick, Oko Sybilli, Prószyński i S-ka, Warszawa 2000, s. 398

[6] https://en.wikipedia.org/wiki/The_Father-thing

[7] https://sluchowiska.pl/philip-k-dick-wojna-z-fnoolami/

0
comments

sty 11

Philip Dick „Czas poza czasem”

5/5 - (1 vote)
Philip Dick "Czas poza czasem" - okładka

Philip Dick „Czas poza czasem” – okładka

Tytuł oryginału: Time Out of Joint

Rok wydania oryginału: 1959

Przekład: Robert Reszke

Rok polskiego (klubowego) wydania: 1986

Liczba stron: 182

Druk: ZZG R-m. Zam. 112/86

Nakład: 100 egzemplarzy (oczywiście, tak jest tylko napisane na stronie redakcyjnej)

Seria: Klasycy współczesnej SF # 22

Klasycy współczesnej SF w odróżnieniu do Mistrzów Fantastyki to „solidne opracowanie” – jak sami autorzy o nim mówią[1].

Choć i tę serię pod koniec lat osiemdziesiątych próbowali spiracić bracia Michał i Tomek K. (A.E. Van Vogt „Instytut Alfa”) – młodszego z braci znałem ze Skry i Giełdy Fantastyki.

Seria liczy 38 numerowanych pozycji:

1 Robert Sheckley Diabelska maszyna
2 Philip K. Dick Oko na niebie
3 Clifford Donald Simak Światy Clifforda Simaka
4 Robert Sheckley Bilet na Tranai
5 Frederik Pohl, Cyril M. Kornbluth Handlarze kosmosem
6 John Wyndham Chocky
7 Robert A. Heinlein Władcy marionetek
8 Andre Norton Świt 2250
9 Robert Sheckley Nieśmiertelność na zamówienie
10 Robert A. Heinlein Kawaleria kosmosu
11 Robert Silverberg W dół ku ziemi
12 Harry Harrison Uwięziony Wszechświat
13 John Wyndham Przebudzenie Krakena
14 Clifford Donald Simak Miasto
15 Philip K. Dick Trzy stygmaty Palmera Eldritcha
16 Robert A. Heinlein Drzwi do lata
17 Brian Stableford Wojenne gry
18 Harry Harrison Wojna z robotami
19 John Christopher Śmierć trawy
20 Arthur C. Clarke 2001: Odyseja kosmiczna
21 L. Sprague de Camp Jankes w Rzymie
22 Philip K. Dick Czas poza czasem
23 Fredric Brown Ten zwariowany wszechświat
24 Carolyn Janice Cherryh 40000 z Gehenny
25 John Varley Tytan
26 Clifford Donald Simak Stacja tranzytowa
27 Alfred Elton van Vogt Gracze Null-A
28 Barrington John Bayley Zagłada Chronopolis
29 Robert A. Heinlein Daleki patrol
30 Fredric Brown Mózg
31 Harry Harrison Pościg w czasie
32 Clifford Donald Simak Cmentarna planeta
33 Charles Leonard Harness Zadziwiający ludzie
34 Isaac Asimov Ja, robot
35 Larry Niven, Jerry Pournelle Drzazga w oku Boga
36 Clifford Donald Simak Nowe światy Clifforda Simaka
37 Alfred Elton van Vogt Null-A trzy
38 Brian Aldiss Mroczne lata świetlne
39 antologia Wielcy mistrzowie pióra SF
40 Ursula K. Le Guin Róża Wiatrów

Czemu napisałem, że seria liczy 38 numerowanych pozycji, skoro na liście tych pozycji jest 40?

Ostatnia pozycja z tej listy (Róża wiatrów) nigdy się nie ukazała – zmienił się ustrój, przestała istnieć cenzura i można było już wszystko wydawać w oficjalnym obiegu. Pojawiło się mnóstwo nowych wydawnictw, rynek zaczęło zalewać mnóstwo książek – zaczął się okres, gdy dobrych książek wychodziło więcej (lata do nadrobienia) niż można było przeczytać, klubówki trochę straciły rację bytu.

Na powyższej liście pod numerem 15 widnieje też inna książka Dicka – Trzy stygmaty Palmera Eldritcha – jednak nigdy się nie spotkałem z jej klubowym wydaniem – jeśli istnieje to faktycznie w nakładzie nie większym niż 100. Wydaje mi się to jednak mało prawdopodobne, spotkałbym się z nią, coś o niej słyszał, gdzieś byłby jej ślad (chociażby w katalogach Biblioteki Narodowej, a są tam i klubówki wydane w nakładzie 20 egzemplarzy). Uznałem, więc, że nigdy ta książka klubowo nie została wydana, a jej pierwsze polskie wydanie pochodzi z roku 1990 (wydawnictwo Amber). Był natomiast chałupniczo zrobiony samizdat – poprzez skserowanie wydania Amberu.

Philip K. Dick należy do moich ulubionych pisarzy science fiction – jego książki czytałem po kilka razy – nawet teraz czasami po nie sięgam. Tę czytałem trzy razy – dwa razy wersję klubową (drugi raz jak widać na załączonych zdjęciach 30 listopada 1994 roku) i raz już wersję z ISBN-em.

Powieść należy do klasycznego nurtu Dicka – nierzeczywisty świat, amerykańskie przedmieścia lat pięćdziesiątych XX wieku, tocząca się wojna[2]:

Ragle Gumm żyje w roku 1959 w cichym amerykańskim miasteczku. Jego niezwykły zawód polega na nieustannym wygrywaniu nagrody pieniężnej w ogólnokrajowym konkursie prasowym zatytułowanym „Gdzie jutro będzie się znajdował mały zielony człowieczek?”. Rok 1959 w świecie Gumma różni się jednak od naszego: samochód Tucker jest produkowany seryjnie, radia AM/FM są rzadkością lub w ogóle nie występują, a Marilyn Monroe jest zupełnie nieznana. Wraz z rozpoczęciem powieści zaczynają dziać się z Gummem dziwne rzeczy. Stoisko z napojami bezalkoholowymi znika, a na jego miejscu pojawia się mały skrawek papieru z wydrukowanymi drukowanymi literami słowami „LEMONIADA”. Pojawiają się intrygujące drobne elementy prawdziwego roku 1959: artykuł w magazynie o Marilyn Monroe, książka telefoniczna z wykazem nieczynnych central oraz radia ukryte w cudzym domu. Ludzie pozornie niezwiązani z Gummem, w tym wojskowi piloci korzystający z radiostacji pokładowych, zwracają się do niego po imieniu. Niewielu innych bohaterów zauważa te zjawiska lub doświadcza podobnych anomalii; jedynym wyjątkiem jest rzekomy szwagier Gumma, Victor „Vic” Nielson, któremu się zwierza. Sąsiadka z okolicy, pani Keitelbein, zaprasza go na zajęcia z obrony cywilnej, podczas których widzi makietę futurystycznej podziemnej fabryki wojskowej. Ogarnia go niewzruszone przekonanie, że przebywał w tym budynku już wiele razy.

Z czasem dezorientacja Gumma narasta. Jego sąsiad Bill Black wie o tych wydarzeniach znacznie więcej, niż jest skłonny przyznać, i obserwując to, zaczyna się niepokoić czy Ragle znowu zaczyna zdrowieć? W istocie Gumm odzyskuje zdrowe zmysły, a oszustwo, które go otaczało i które zostało stworzone, by go chronić i wykorzystywać, zaczyna się rozpadać.

Gumm próbuje uciec z miasteczka, lecz zostaje zawrócony przez przeszkody rodem z Kafki. Widzi egzemplarz magazynu „Time”, na którego okładce znajduje się on sam jako Człowiek Roku, w mundurze wojskowym, na tle fabryki przedstawionej na makiecie. Próbuje uciec po raz drugi, tym razem razem z Vikiem, i tym razem mu się to udaje. Dowiaduje się, że jego sielankowe miasteczko jest skonstruowaną rzeczywistością, zaprojektowaną po to, by chronić go przed przerażającą prawdą: żyje na Ziemi przyszłości (około 1998 roku), która prowadzi wojnę z kolonistami księżycowymi walczącymi o stałe osiedlenie się na Księżycu i polityczną niezależność od Ziemi.

Gumm posiada wyjątkową zdolność przewidywania miejsc, w które koloniści skierują swoje ataki nuklearne. Wcześniej wykonywał tę pracę dla wojska, lecz następnie przeszedł na stronę kolonistów i planował potajemnie wyemigrować na Księżyc. Zanim jednak mogło do tego dojść, zaczął uciekać w świat fantazji, oparty w dużej mierze na stosunkowo idyllicznym otoczeniu jego wczesnego dzieciństwa. Nie był już w stanie dźwigać odpowiedzialności jako jedyny obrońca Ziemi przed nuklearnymi atakami z Księżyca. W związku z tym na ruinach miasta Kemmerer w stanie Wyoming stworzono fałszywe miasteczko, aby umożliwić i racjonalnie uzasadnić jego regres do dzieciństwa. Dzięki temu mógł nadal przewidywać ataki nuklearne pod pozorem wysyłania zgłoszeń do nieszkodliwego konkursu prasowego, bez moralnych dylematów związanych z byciem po „niewłaściwej” stronie wojny domowej. Podczas gdy Gumm sam cofnął się psychicznie do mentalności lat pięćdziesiątych, reszta mieszkańców miasteczka, z nielicznymi wyjątkami takimi jak Black, została sztucznie wprowadzona w podobny stan, co tłumaczy, dlaczego niemal nikt inny nie potrafił dostrzegać anomalii.

Gdy Gumm w końcu przypomina sobie swoją prawdziwą historię osobistą, decyduje się jednak wyemigrować na Księżyc, ponieważ uważa, że eksploracja i migracja, jako podstawowe ludzkie impulsy, nigdy nie powinny być ludziom odbierane przez żaden rząd narodowy ani planetarny. Vic odrzuca to przekonanie, określając kolonistów w istocie jako agresorów i terrorystów, i wraca do symulowanego miasteczka, które utraciło rację bytu po ucieczce Gumma z jego granic. Książka kończy się jednak pewną nadzieją na pokój, ponieważ koloniści księżycowi okazują się bardziej skłonni do negocjacji, niż reżim Ziemi „Jednego Szczęśliwego Świata” przedstawiał to swoim obywatelom.

I jak zwykle na koniec – zdjęcia omawianej książki.

Philip Dick "Czas poza czasem" - strona tytułowa

Philip Dick „Czas poza czasem” – strona tytułowa

Philip Dick "Czas poza czasem" - pierwsza strona

Philip Dick „Czas poza czasem” – pierwsza strona

Philip Dick "Czas poza czasem" - druga strona

Philip Dick „Czas poza czasem” – druga strona

Philip Dick "Czas poza czasem" - strona redakcyjna

Philip Dick „Czas poza czasem” – strona redakcyjna

Philip Dick "Czas poza czasem" - pierwsza strona opowieści

Philip Dick „Czas poza czasem” – pierwsza strona opowieści

Philip Dick "Czas poza czasem" - ostatnia strona opowieści

Philip Dick „Czas poza czasem” – ostatnia strona opowieści

Philip Dick "Czas poza czasem" - grzbiet książki

„Czas poza czasem” – grzbiet

Philip Dick "Czas poza czasem" - czwarta strona okładki

Philip Dick „Czas poza czasem” – czwarta strona okładki

Omawianie serii Klasycy współczesnej SF będę kontynuować, bo to świetna seria była. Jeśli chcecie się podzielić swoimi uwagami – piszcie.


[1] „Od redakcji” [w:] Wielcy mistrzowie pióra SF, 1988, s. 4

[2] https://en.wikipedia.org/wiki/Time_Out_of_Joint

0
comments