Archiwum dla miesiąca czerwiec, 2014

cze 19

Państwo policyjne

5/5 - (1 vote)

Jestem zbulwersowany tym, co robią organy państwa w siedzibie redakcji jednego z tygodników. Podobno szukają dowodów przestępstwa. Dlaczego nie robili tego u Ziobry, czy Beger?

Jak Ziobro nagrywał potajemnie swoich rozmówców, to ABW nalotu na lokale mu nie robiła. Nawet nie słyszałem głosów, że to, co robił to przestępstwo. Mało tego, ze swoim przestępczym „gwoździem do trumny Leppera” afiszował się jako dowodem sądowym.

Do hipokryzji polityków już się przyzwyczaiłem; jak kłamią, odwracają kota ogonem – to mnie to już nie porusza. Gdy dla nich problemem jest to, że ktoś nagrywa naszą służbę (państwową), a nie to, co ta służba robi, mówi, to się nawet nie dziwię, ale gdy prokuratura, służby specjalne zatrudnia się do tego, aby „walczyć” z wolnością słowa, to jestem oburzony. W końcu ta nagrywana służba rozmawiała o sprawach państwa, nas wszystkich, a nie o romansie kolegi na imieninach u cioci Józi. Takie rozmowy powinien mieć prawo słuchać i nagrywać każdy obywatel. W końcu za jego pieniądze się odbywają i jego dotyczą.

0
comments

cze 10

Wiza amerykańska

Oceń ten post

Tak początkowo głównie z ciekawości postanowiłem sprawdzić, czy dostanę amerykańską wizę. W końcu co dziesiąty Polak jej nie dostaje, a ja nie pracuję (zarobkowo) i święty nie jestem.

„Wszedłem” więc na stronę ambasady, poczytałem trochę i zacząłem wypełniać wniosek wizowy. Trochę tego było, wypełniałem rubryki ze dwie godziny. W tłumaczeniu z angielskiego na polski Google Translator radził sobie całkiem nieźle, gorzej było w drugą stronę. Jak chciałem przetłumaczyć, że prowadziłem firmę kilkanaście lat, to on mi ciągle tłumaczył, że kilka; w końcu poszedłem na kompromis – „prowadziłem firmę wiele lat”.

Wniosek wypełniłem, wysłałem, wypełniłem dla syna (jak miałbym już tam pojechać, to z synem), wysłałem i zarezerwowałem nam termin spotkania w ambasadzie.

Przyjechaliśmy punktualnie – nie wcześniej, jak kilkukrotnie podkreślano na stronie ambasady – poddaliśmy się kontroli, jak na lotnisku, ale bez kolejki, bez czekania. Skierowano nas do jednego okienka, gdzie zeskanowano nasze zdjęcia i podpisałem „biometrycznie”[1] wniosek wizowy i udaliśmy się do drugiego okienka, gdzie już na nas czekał konsul. Miał kilka pytań: co chcę zobaczyć w Stanach, czy żona nie chce jechać, czy mam w Stanach rodzinę, czemu nie pracuję i już. Dostają Panowie wizę. Wizyta w ambasadzie trwała 10 minut. Dzisiaj mam już wizę.

Wszystko trwało tydzień – w poniedziałek wypełniłem wniosek, w piątek spotkałem się z konsulem i w kolejny poniedziałek wiza była już do odbioru. Ciekawe dlaczego w polskich urzędach załatwienie zwykłej pierdółki trwa miesiąc. Amerykańskim urzędem byłem pozytywnie zaskoczony. Gdyby w polskich urzędach obywatel był tak profesjonalnie „załatwiany”, to polskich urzędników nie uważałbym za nieudaczników, ale darzył szacunkiem.

W życiu zwiedziłem już spory kawałek świata, teraz kolej na Stany.

[1] Nie mam z tym problemów. To, że złożę gdzieś odcisk palca, palców nie narusza mojego poczucia prywatności. Już bardziej naruszało skanowanie siatkówki oka, jakie robili mi nad Zatoką Perską (Arabską).

0
comments

cze 08

Polityka cookies

5/5 - (1 vote)

Ile przez tych darmozjadów w Sejmie trzeba się naklikać. Miliardy, czy nawet (w przyszłości) biliony nikomu niepotrzebnych kliknięć. Szlag mnie trafia, gdy co otworzę jakąś stronę, to najpierw muszę kliknąć w wyskakującą informację. Na komputerze mi ona po prostu przeszkadza, ale w smartfonie się inaczej nie da, bo zasłania dużą część ekranu.

I tak nikt tych informacji nie czyta i tak wszystkim wszystko jedno, dziewięciu na dziesięciu nie wie nawet co to cookies i z czym to się je.

Szkoda, że tych darmozjadów od wprowadzenia ciasteczek (informacji o nich) nie mogę pozwać za mój stracony czas. Bo nawet jeślibym pozwał Sejm, to pozywam państwo polskie, a darmozjady za mój czas nie zapłacą ani grosza, groza. Nie zapłacą też milionów, które kosztuje stracony na klikanie czas użytkowników polskiego Internetu. Jak coś się uchwala, to trzeba też policzyć jakie zwykłe ekonomiczne koszty za sobą to niesie – mam nieodparte wrażenie, że do Sejmu dostają się w większości osoby bezmyślne.

Mam tylko nadzieję, że to nie jest malutki kroczek w kierunku ograniczenia wolności Internetu. Niby nieszkodliwy, niby w imię praw obywatelskich (koń by się uśmiał), ale zmierzający do kontroli właścicieli stron internetowych. Takimi małymi kroczkami politycy wprowadzali już różne świńskie praca. Ciekawe, czy ktoś wie, od uchwalenia jakich niewinnych, w imię większości, praw zaczął holocaust.

Ja sam nie wiem dokładnie, co to są te cookies, nigdy mnie to nie interesowało. Nie wiem, czy moja strona je wykorzystuje. Ja ich nie wykorzystuję na pewno. Wolność Internetu polega między innymi na tym, że każdy może sobie założyć stronę – bez zatrudniania do tego informatyków, prawników (i nie daj Boże księgowych), a każde prawo, które  pozbawia ludzi bez odpowiedniej specjalistycznej wiedzy lub finansowych możliwości[1], aby zatrudnić tych specjalistów jest gwałtem na wolność Internetu.

[1] W przypadku, gdy ktoś posiada te finansowe możliwości, to prawo takie może nie gwałci, ale ogranicza wolność Internetu.

2
comments